Strona w budowie.

Tytani XX w obronie Lecha

zaczęło się w Polsce

Je suis Bolek!

Szanowny Panie Prezydencie,

Ja też jestem Bolkiem. Pan pozostanie legendą. Jestem z Panem.

Z szacunkiem i uznaniem dla Pańskich zasług dla Polski,

http://jolantasacewicz.natemat.pl/171895,je-suis-bolek

   

2016-02-21

Władysław Frasyniuk - najbardziej wiarygodny
Dla mnie w swoich publicznych wypowiedziach, a dla Młodszych - to Facet którego nienawidził aparat SB, przesiedział wiele miesięcy bity w więzieniach - jemu podobnym trzeba ufać 
a nie aparatowi SB i mnóstwu sfabrykowanych papierom.
Wiemy, że byli tam grafolodzy/ fałszerze genialni - ale już nie żyją, może Wojskowi, Ci przyzwoici w końcu powiedzą prawdę o tych czasach ??? Proszę Was;
Cytat :"A może byście, kur..., kiedyś przeprosili Lecha Wałęsę za to, że nie mieliście wtedy odwagi za nim stanąć?" 
Wiemy wszyscy wtajemniczeni, że Kiszczak bardzo nienawidził Lecha Wałęsę za jego porozumienie z SD i ZSL i tym samym złamanie Porozumień Magdalenki oraz wystawienie Mazowieckiego ( zamiast niego ) na Premiera w 1989 roku - wiem to z naszych rozmów w Krajówce NSZZ "Solidarności ", gdzie wówczas bardzo często bywałem i mieliśmy swoje narady; może tak Premier Bielecki cośby dopowiedział albo Ryszard Pusz? Namawiam do prawdziwej debaty świadków tych zdarzeń, oddzielenia lat terroru początku lat 70tych od lat 80tych, kiedy wielu doszło i stworzyło Ruch Solidarności ( także członków PZPR, SB, ORMO za co ich później wyrzucono z partii czy z Polski ),....to był Ruch 10 mln ludzi w 1980 roku !!! W tym z Lechem Kaczyńskim, Andrzejem Gwiazdą ale i wspierany przez T. Fiszbacha, Płk Hołysza i im podobnym z Aparatu ucisku!!!    

Andrzej Voigt

Czy umierają nieśmiertelni? 

Nieśmiertelni  idą do nieba?

Wymiera pokolenie, które zmieniło Polskę, Europę i świat. Pokolenie twórców „Solidarności". Ci, którzy w 1980 roku zaryzykowali swoją przyszłość, karierę, rodzinę i życie szybko odchodzą. Skupili się wokół Lecha Wałęsy i zorganizowali w Konwent Seniorów Solidarności.  Regularnie spotykają się, wspominają, upijają. Jedynak, Kułaj, Milczanowski, Bujak, Stępień, Rulewski, Brycki, Smoliński,Wieczorek, Borusewicz, Maksymowicz, Omeda, Chojecki, Lis, Borowczak. Legendarne nazwiska (jeszcze) można mnożyć, ale czas mija nieubłaganie. Bohaterowie tamtych dni odchodzą, rzadko trafiając w Aleje Zasłużonych. To ostatnie chwile żeby spotkać się, wypić wódkę, by wreszcie porozmawiać o tak sprzecznie postrzeganej wspólnej przeszłości. Ocenić to czego dokonali. Podzieliły ich przekonania: od skrajnie lewicowych, centrum, po hen daleko na prawo. Łączy ich pokonanie nieludzkiego systemu.

Wybraliśmy tych, którzy wydaje się, nie bali się niczego. Byli herosami podziemnych gazetek i niezależnych rozgłośni. Był czas, że u stóp mieli zdeptany ustrój wiecznej szczęśliwości chłopów i robotników, a w kieszeni pieniądze, alkohol, władzę, piękne kobiety. Czy umieli to wykorzystać? Dlaczego przegrywają bitwę o pamięć oraz miejsce w historii, choć przecież to oni zwyciężyli, a ich pragnienie wolności, pewność siebie, zadziorność sprawiła, że dzisiaj w Europie jest nam lepiej, dostatniej, a wokół coraz więcej dobrobytu, a być może i szczęścia?

Czy już na zawsze, do końca ich dni sądzona jest im gnuśność? Niemcy, maluczcy w pokonaniu komunizmu, heroizują zburzenie berlińskiego muru, a Rosjanie znaczenie pierestrojki. Z nimi już przegraliśmy walkę o europejskie i światowe miejsce w podręcznikach i uczonych monografiach. To w Berlinie i Moskwie organizuje się spektakularne koncerty, artystyczne eventy, a wielcy tego świata (czy pamiętasz Obamę przed Bramą Brandenburską?) składają hołd nieistniejącym bohaterom obalającym znienawidzony ustrój. „Solidarność" rozbiła jeden z najokrutniejszych systemów ideologicznych w dziejach, by dziś pogrążyć się w sporach lub zapomnieniu. Opluwamy solidarnościowych prezydentów, skarlamy rolę prawdziwych bohaterów. Jej działacze albo są wielcy, szanowani, mogący korzystać z walorów demokracji i wolności, albo sfrustrowani, zrobaczeni, zdeptani przez niedostosowanie i życiową nieudolność. Czy jedni i drudzy zasłużyli na swój los?

W trzydzieści lat od wielkiego zwycięstwa „Solidarności", wyborczych wygranych, a  w kilkanaście lat od klęski ideałów, w momencie kiedy wielki ruch „Solidarności" jest historią, że nawet Polacy o nim zapominają, warto przypomnieć pewne zdarzenia, nazwiska i zadać kilka fundamentalnych pytań: czy jest Pan zadowolony z dzisiejszej Polski, jak się Pan tu czuje, co stało się z Pańskim życiem,  rodziną, jak potoczyła się Pańska kariera, czy tak wyobrażał  Pan sobie wolność, czy czuje się Pan szczęśliwy, dlaczego ten piękny ruch rozleciał się za dotknięciem różdżki na tysiące niesklejalnych kawałeczków?

Konwent Seniorów Solidarności to wielka siła. Z ponad setki kandydatów wyselekcjonowaliśmy wpierw 30, z których wybraliśmy ostatecznie 15. Prawie wszyscy są jeszcze stosunkowo młodzi - około sześćdziesiątki. Po zwycięstwie „Solidarności" stała przed nimi olśniewająca przyszłość. Byli prezydentami, premierami, posłami, senatorami, marszałkami Sejmu i Senatu, ministrami, sędziami Trybunału Konstytucyjnego, a jednak bitwę o pamięć, o nieśmiertelność przegrali z kretesem. Dlaczego? Czy byli tylko mistrzami świata w destrukcji? Czy też dlatego, że rewolucja zżarła własne dzieci, a w ich miejsce wydaliła wymuskanych, świetnie wykształconych młodych ludzi, którzy marzą tylko o pieniądzach, karierze, miłości i spokoju?